Podejrzewam, że do rozszyfrowania tej „zagadki” pomocne mogą się okazać informacje o tym, co synka uspokaja po takim „krzykliwym wybudzeniu”. Może to pierś lub mleko z butelki, może zmiana pieluchy lub pozycji ciała, a może potrzeba bliskości. Synek może tak smacznie spać, że dopiero bardzo silny, a zarazem nieprzyjemny impuls np. głodu sprawia, że budzi się i to z krzykiem – czyli komunikatem, że czegoś mu bardzo pilnie potrzeba.
Na pewno warto jeszcze tę kwestię omówić z pediatrą synka. Natomiast jeśli nadal będzie ona Panią niepokoić polecam osobisty kontakt z psychologiem dziecięcym .
Psycholog Justyna Kuczmierowska
Rzeczywiście stoi Pani przed poważnym dylematem. Niestety nie napisała Pani z jakich powodów zdecydowała się Pani posłać chłopca do żłobka i kto by zajmował się synkiem gdyby pójście do żłobka/przedszkola zostało odroczone do przyszłego roku. Te fakty z pewnością mogą być pomocne przy podejmowaniu ostatecznej decyzji. Nie wiem na przykład co/kto ucierpi na tym, że chłopiec pozostanie w domu.
Wydaje mi się, że jest szansa, że chłopiec odnajdzie się w żłobku – wymagało by to jednak dużego wsparcia ze strony wychowawczyni, którą dziecko sobie upodobało. Tak to dzieci mają, że na początku okresu adaptacji potrzebują dużo wsparcia ze strony kogoś zaufanego i chłopiec sobie kogoś takiego znalazł. Byłoby cudownie, gdyby ukochana przez chłopca Pani opiekunka poświęciła chłopcu teraz jak najwięcej uwagi i czasu i broń boże nie uciekała przed nim czy się chowała. Gdy dzięki Pani opiekunce chłopiec oswoi nowe miejsce z pewnością będzie mniej absorbujący, zaś jego przejściowe regres z siusianiem do pieluszki minie. Być może również uda się tak zaaranżować sytuację, że chłopiec zaprzyjaźni się z jakąś inną opiekunką (może wspólne wyjście, zaproszenie jej gdzieś na spacer, obiad) i wtedy ta osoba zapewni chłopcu poczucie bezpieczeństwa. Jeśli zdecyduje się Pani na powalczenie o to, by chłopiec czuł się dobrze w żłobku – warto się zastanowić jak strategicznie przeprowadzić rozmowę na ten temat i z kim (czy z Panią opiekunką/opiekunkami, czy z Panią dyrektor).
Psycholog Justyna Kuczmierowska
Opisana przez Panią zabawa chłopca wskazuje według mnie na bardzo rozbudowaną wyobraźnię, a także na bardzo dobre umiejętności przestrzenne i techniczne. Zabawa symboliczna (zabawa na niby), w którą bawi się Pani syn jest, jak podejrzewam zupełnie normalna i charakterystyczna dla etapu rozwoju chłopca.
Myślę, że można byłoby się niepokoić, gdyby kontakt z chłopcem w codziennych relacjach stawał się trudniejszy oraz gdyby dostrzegli Państwo lub wychowawczyni jakieś inne niepokojące sygnały lub zmiany w jego zachowaniu. Z tego, co Pani napisała nic nie wskazuje na obszary, w których chłopiec doświadcza trudności.
Myślę, że wieczorna zabawa symboliczna może mieć też charakter uspokajający chłopca, który wycofuje się do świata swojej wyobraźni. Może mu pomagać w wyciszeniu się przed nocą. Może też przy okazji pełnić inne funkcje takie jak zwracanie na siebie Państwa uwagi (gdy np. oglądacie wiadomości) lub też odroczenie czasu pójścia do łóżka. Odkrycie dodatkowych możliwych znaczeń tej zabawy wymagało by refleksji i dokładnej analizy sytuacji.
Jeśli pojawią się dodatkowe niepokojące Panią zachowania chłopca lub gdy będzie się Pani lepiej czuła po rozmowie (nazwaniu czego się Pani obawia po takich zachowaniach chłopca? dlaczego?) i „pokazaniu” syna psychologowi dziecięcemu zachęcam do takiego kontaktu z profesjonalistą.
Jak podejrzewam takie zachowanie synka jest wyrazem jego adaptacji do nowych warunków. Na razie jak rozumiem przygląda się i obserwuje, poznaje zasady panujące między dziećmi i dziećmi a nauczycielami. Mimo, iż jego postawa jest naturalna, zaś adaptacja wymaga czasu – warto, według mnie, wesprzeć syna „społecznie”. Można to robić poprzez na przykład:
1. Zapraszanie ulubionej/ulubionych dziewczynek/chłopców z grupy przedszkolnej do Państwa do domu – tak by dzieci mogły w bezpiecznych warunkach się zaprzyjaźnić i pobawić.
2. Odwiedzanie innych przedszkolaków w ich domach.
3. Być może uda się również zaprosić Panią wychowawczynię na wspólny spacer czy na herbatę – tak by chłopiec mógł się oswoić z nową dorosłą osobą.
4. Polecam również gorąco opowiadanie chłopcu bajek terapeutycznych o rozstaniu z rodzicami, pójściu do przedszkola, kontaktach z innymi dziećmi. Taki zbiór pt. „Bajki terapeutyczne” przygotowała Maria Molicka.
Psycholog Justyna Kuczmierowska
Taki stan między dziewczynkami może trwać bardzo długo, może nawet na całe życie określić relacje między siostrami, jeśli nie podejmie się działań zaradczych.
Ja w opisanych przez Panią sytuacjach robiłabym wszystko, aby zrozumieć i nazwać potrzeby i uczucia każdej z dziewczynek (bez oceniania) – dokładną informację o tym, jak to można robić znajdzie Pani w zaproponowanych przeze mnie lekturach. Nie karciłabym, nie krzyczała, nie wchodziła w rolę arbitra, nie ignorowałabym zachowań, uczuć i potrzeb dzieci. I tak na przykład, jak starszej córce jest przykro powiedziałabym tak, aby słyszała to również młodsza: „Musi Ci być bardzo przykro, gdy młodsza siostra nie chce Cię dotykać”. I poczekałabym na reakcję córek.
Wydaje mi się również, że chcąc zmienić obecną sytuację, warto prowokować takie momenty, w których dziewczynki będą razem za coś odpowiedzialne (np. za przygotowanie kolacji, niespodzianki dla rodziców, wspólne posprzątanie pokoju, łazienki, może Pani zorganizować im wspólny wyjazd, posłać razem na zakupy itp). Takie wspólne działanie ma moc integrowania.
Psycholog Justyna Kuczmierowska
Z tego, co zrozumiałam chcecie Państwo, aby dziadkowie czuli się sprawiedliwie obdarowani możliwością opieki nad dziewczynką i aby dziewczynka była, jak najlepiej zaopiekowania. Moim zdaniem, 4 miesięcznej Patrycji warto, przynajmniej na początku rozłąki z Panią, zapewnić jak największe poczucie bezpieczeństwa. Dlatego też w początkowym okresie zmiany zachęciłabym dziadków, aby przychodzili do domu dziewczynki, czyli znanego jej otoczenia, znanych przedmiotów i zapachów.
Jeśli chodzi o podział opieki nad małą zostawiłabym go dziadkom – i pozwoliła, aby sami między sobą się porozumieli w tej kwestii – wtedy dziadkowie wezmą odpowiedzialność za swoją satysfakcję związaną z podziałem opieki nad Patrycją i nie będą obwiniać Państwa za ewentualne swoje niezadowolenie w tej kwestii.
Psycholog Justyna Kuczmierowska
Na podstawie Pani listu wnioskuję, że jest Pani bardzo zaangażowaną i kochającą matką. Rozumiem, że w ostatnim czasie zdecydowała się Pani także zadbać o siebie. Z pewnością równoczesne dbanie o potrzeby dziecka oraz swoje jako rodzica jest wielkim wyzwaniem. Podejrzewam, że nocne budzenia córki i kłopoty z samodzielnym zasypianiem wykształciły się u dziewczynki w toku jej życia i najprawdopodobniej nie są związane z jakąś fizyczną dolegliwością.
Podejrzewam, że Państwa bystra dziewczynka mogła się nauczyć, że po marudzeniu/przebudzeniu nocnym dostaje wspaniałą nagrodę – bujanie w ramionach mamy. Tak, więc mogło być tak, że kilka nocy było niespokojnych ze względu na jakieś dziecięce napięcia czy doświadczane trudności, a potem córeczka nauczyła się, że warto płakać czy marudzić w nocy, bo za to można dostać bliskość i ciepło mamy.
Ważne jest, by pamiętać, że sen każdego człowieka zarówno małego jak i dużego nie jest ciągły. Każdy z nas kilkakrotnie w nocy się wybudza (to taki mechanizm, który pomaga sprawdzić, czy wszystko jest w porządku z nami i w otoczeniu). I każdy z nas ma wrodzoną umiejętność ponownego zasypiania po tych przebudzeniach.
Tak, więc teraz pytanie do Pani – Na czym Pani zależy i co chce Pani w tej sytuacji zrobić? Jeśli chce Pani, by córka samodzielnie i spokojnie przesypiała noce
należy córkę nauczyć samodzielnego zasypiania i po nocnych przebudzeniach ukoić ją w łóżeczku i tam pozwolić jej zasnąć – bez wyciągania jej i brania na ręce. Po kilku nocach bycia konsekwentnym z pewnością dziewczynka zrozumie, czego Pani od niej oczekuje i odniesie pierwsze sukcesy w samodzielnym zasypianiu.
Serdecznie polecam Pani książkę „Każde dziecko może nauczyć się spać” Kast-Zahn i Morgenroth, w której znajdzie Pani informację o tym, jak naturalnie dzieci mogą zasypiać.
Jeśli pomimo zastosowania się do powyższych wskazówek sytuacja nie ulegnie zmianie, polecam osobisty kontakt z psychologiem dziecięcym.
Psycholog Justyna Kuczmierowska
Z tego, co Pani napisała rzeczywiście ja również mogę podejrzewać, że poranna reakcja wymiotna córki jest związana z trudem adaptacji do przedszkola. Uważam, że w tej sytuacji najlepiej byłoby poznać zdanie pań opiekujących się dzieckiem w przedszkolu. Warto by było, według mnie, dowiedzieć się, jak córka sobie tam radzi, z czym ma trudności, na ile włącza się w zabawy z dziećmi, na ile korzysta ze wsparcia i kontaktu z osobami dorosłymi pracującymi w przedszkolu. Dobrze jest też poprosić Panie o szczególne wsparcie dziewczynki w tych trudnych dla niej dniach i powiedzieć o doświadczanej przez dziecko trudności.
Wydaje mi się również, że dobrym rozwiązaniem może być zapraszanie ulubionej/ulubionych dziewczynek/chłopców z grupy przedszkolnej do Państwa do domu – tak by dzieci mogły w bezpiecznych warunkach się zaprzyjaźnić (ta relacja będzie mogła być dla dziewczynki wsparciem w przedszkolu). Być może uda się również zaprosić Panią wychowawczynię na wspólny spacer czy na herbatę (jeśli dziewczynka doświadcza trudności w relacji z nauczycielkami).
Polecam również gorąco opowiadanie dziewczynce bajek terapeutycznych o rozstaniu z rodzicami, pójściu do przedszkola, kontaktach z innymi dziećmi. Taki zbiór Pt. Bajki terapeutyczne przygotowała Maria Molicka.
Jeśli pomimo zastosowania się do powyższych wskazówek sytuacja nie ulegnie zmianie, polecam osobisty kontakt z psychologiem dziecięcym, który dzięki rozmowie będzie mógł lepiej zrozumieć trudność dziewczynki i zaproponować bardziej „specyficzne działanie”.
Psycholog Justyna Kuczmierowska
Z tego, co Pani pisze ja również podejrzewam, że Pani syn wszedł w kolejną fazę rozwoju, w której w naturalny sposób pojawia się lęk separacyjny. Jego długość i intensywność w dużym stopniu zależy od dziecka, relacji łączącej go z Panią, sposobu wychowania itp. Myślę, że dobrze jest zrobić co w Pani mocy, aby chłopiec przeszedł jak najłagodniej tę fazę, równocześnie dbając o siebie. Rozstania z Panią i ponowne spotkania będą dla dziecka, jak podejrzewam, również bardzo cenną lekcją, z której nauczy się, że „czasem mamy nie ma, ale wraca”. Oczywiście może się zdarzyć, że w czasie Pani nieobecności chłopca będzie trudno ukoić – prawdopodobnie jednak kilka doświadczeń dla niego w byciu tylko z dziadkami pomoże mu oswoić się z nową sytuacją.
Psycholog Justyna Kuczmierowska
Nie opisała Pani kontekstu, w którym dzieją się te nocne przebudzenia. Nie wiem na przykład, czy w ostatnim czasie nie zaszły jakieś zmiany w Państwa rodzinie. Takie niespokojne nocne mogą być związane z tym, że w środowisku domowym pojawiły się jakieś różnice w stosunku do tego, co było dotychczas (np. tata jest bardziej podenerwowany niż zwykle). Nocne przebudzenia mogą też się wiązać ze zmianami rozwojowymi (rozwojowy lęk separacyjny), a mogła się do nich także przyczynić zmiana pogody na jesienno-zimową. Wydaje mi się, że dobrze było by zrozumieć przyczynę zaistniałej sytuacji i wtedy odpowiednimi narzędziami podjąć kroki mające na celu jej zmianę. Pomocna w tym może okazać się osobista konsultacja z psychologiem dziecięcym lub psychologiem rodzinnym.
Psycholog Justyna Kuczmierowska
Opisane przez Panią nasilające się zachowanie córeczki – obawy przed innymi nie jest normalne dla 2-latki. Natomiast strach przed odkurzaczem, wierceniem i pukaniem może się pojawiać w naturalny sposób w tym wieku. Uważam, że należy przede wszystkim zrozumieć przyczyny „społecznych” trudności doświadczanych przez córeczkę i następnie podjąć odpowiednie działania mające na celu najlepsze przygotowanie dziewczynki do życia z innymi (dorosłymi i dziećmi). Uważam, iż w tym względzie będzie potrzebna pomoc doświadczonego psychologa dziecięcego i/lub psychologa rodzinnego. Polecam w pierwszej kolejności kontakt ze specjalistą dziecięcym później zaś ewentualnie, jeśli taką opinię wyrazi psycholog dziecięcy, konsultację rodzinną. Wydaje mi się, że pójście dziewczynki do przedszkola również wymaga procesu diagnozy sytuacji problemowej i przygotowania dziewczynki do tego ważnego wydarzenia.
Psycholog Justyna Kuczmierowska
Na podstawie Pani listu mogę podejrzewać, że bardziej niespokojny sen dziewczynki może być związany z wejściem w kolejną fazę rozwoju, w którym córka doświadcza lęku separacyjnego. Lęk taki w naturalny sposób pojawia się u dzieci w wieku ok.9 miesięcy. Jest to dla dziecka okres bardziej niespokojny. Mogą się również pojawić protesty, gdy mama znika dziecku z pola widzenia. W nocy, osobiście starałabym się ukoić córkę i odłożyć ją do jej łóżeczka (choć wyobrażam sobie, że jest to trudniejsze dla rodzica, że łatwiej jest nakarmić małą we własnym łóżku i wspólnie zasnąć). Myślę, że bycie konsekwentnym na tym etapie zaprocentuje w przyszłości. Jeśli natomiast chciałaby Pani nauczyć dziewczynkę samodzielnego przesypiania nocy (bez konieczności karmienia) serdecznie polecam książkę „Każde dziecko może nauczyć się spać” Kast-Zahn i Morgenroth.
Justyna Kuczmierowska - psycholog
Rzeczywiście pierwsze zaśnięcie w domu w czasie dnia może być trudne. Podejrzewam jednak, że gdy z powodu zimna nie zdecyduje się Pani wychodzić z Oliwką na dwór, dziewczynka prędzej czy później zaśnie w domu ze zmęczenia. Może pomocna okaże się przy tym uspokajająca - relaksacyjna muzyka (np. szum fal, śpiew ptaków). A może uda się zasypianie w dzień przeprowadzić podobnie do zasypiania wieczornego – może to Oliwce pomoże. Wydaje mi się, że ważne jest aby pamiętać, że dzieci naturalnie nie potrzebują pomocy w zasypianiu (bujania, noszenia, kołysania). Niektórzy nawet mówią, że nie należy dziecku przeszkadzać. Najlepiej by było położyć dziecko do łóżka i pozwolić mu zasnąć – czasami trzeba przeczekać protesty w postaci płaczu (czyli protestu, że coś dzieje się inaczej niż zwykle np. mama nie nosi mnie na rękach tak jak się przyzwyczaiłam). Gorąco polecam Pani książkę „Każde dziecko może nauczyć się spać” Kast-Zahn i Morgenroth, w której znajdzie Pani informację o tym, jak naturalnie dzieci mogą zasypiać.
Justyna Kuczmierowska - psycholog
Wyobrażam sobie, że przeraźliwy płacz synka bardzo Panią niepokoi i martwi, wiem, jaka to trudna sytuacja, kiedy maleństwo z jakiegoś powodu cierpi, a my nie wiemy z jakiego i nie możemy pomóc. Opisuje Pani dwa problemy – kłopoty z kąpielą synka i zmiany na jego skórze. Nie pisze Pani od jak dawna trwa problem z kąpielą i czy pojawił się w jakimś konkretnym momencie, ale prawdopodobne jest, że – tak jak sama Pani zauważa – oba mogą być ze sobą powiązane. Dlatego z jednej strony ważne jest, żeby zająć się kwestią skóry dziecka, a z drugiej – jakoś sobie radzić z jego kąpielami.
A zatem – jeśli chodzi o dietę, to z mojego doświadczenia wynika, że wielu dzieciom pomaga wyłączenie z diety mamy nabiału – mleko jest produktem często uczulającym. Jednocześnie na działanie każdej diety trzeba niestety poczekać około miesiąca, tak że warto, żeby zastosowała się Pani do wskazówek pediatry i poczekała na rezultaty diety. Ważne też wydaje mi się, żeby poszukała Pani informacji na forach internetowych, na których pisze wiele mam – wiele kobiet mówi, że tam właśnie uzyskały wsparcie i wskazówki od kobiet, które miały identyczne kłopoty ze swoimi dziećmi.
Natomiast jeśli chodzi o kwestię kąpania, to mam następujące propozycje:
– po pierwsze – dziecko nie musi być kąpane codziennie (nie wiem, jak często Pani kąpie synka),
– po drugie, być może warto, żeby poprosiła Pani bliską osobę, żeby zastąpiła Panią w kąpielach synka – możliwe, że ktoś inny lepiej niż Pani zniesie jego płacz w sensie emocjonalnym, a proponuję to, ponieważ dla dziecka jest bardzo ważne, żeby również Pani o siebie dbała – proszę rozważyć, czy taka pomoc jakoś by Panią odciążyła
– po trzecie można próbować różnych zmian w sytuacji kąpieli – można wlać mniej wody i raczej przemywać dziecko, niż zanurzać w wodzie – nie wiemy, czy Pani synek reaguje na konkretny ból, związany ze zmianami na skórze, czy też nauczył się bać sytuacji kąpania, mimo że ból już nie występuje, dlatego warto próbować inaczej „aranżować” rytuał kąpania, tak żeby nie kojarzył się z wcześniejszą sytuacją.
Jeśli jednak płacz synka będzie się utrzymywał, dobrze, żeby szukała Pani pomocy u pediatry czy poszła na konsultację z psychologiem dziecięcym, być może uda się wtedy prześledzić, w którym momencie pojawił się kłopot z kąpaniem oraz jaka może być jego przyczyna i w związku z tym skuteczniej pomóc.
Psycholog Julia Jastrzębska
Opisała Pani wiele trudnych zachowań córeczki – wyobrażam sobie, jak musi być Pani ciężko i trudno, podobnie zresztą jak Ani... Pisze Pani o kilku problemach – jeden to onanizm dziecięcy, który zdiagnozował psycholog, drugi to zachowania buntownicze i agresywność córeczki, a trzeci to początek tzw. „treningu czystości”, czyli batalii, którą muszą stoczyć wszyscy rodzice ze swoimi dziećmi o załatwianie się do sedesu... Dodatkowo – 2 latka to bardzo trudny moment w życiu każdego dziecka, jest to czas dążenia dziecka do autonomii, która na tym etapie możliwa jest tylko poprzez sprzeciw, bycie upartym i robienie na przekór rodzicom. Bardzo trudnym i ważnym zadaniem dla rodziców jest przeprowadzenie dziecka przez ten czas. Z tego co Pani pisze, na ten i tak już trudny czas nałożyło się pojawienie się młodszej siostry, które Ania najprawdopodobniej bardzo przeżywa, jest zazdrosna, czuje że nie jest już jedyną ważną dla rodziców... – co jest zupełnie normalne i naturalne, dla bardzo wielu dzieci okres po pojawieniu się młodszego rodzeństwa jest momentem zachwiania w rozwoju, pojawienia się różnych lęków i trudnych zachowań.
Onanizm dziecięcy rozumie się zazwyczaj na dwa podstawowe sposoby. Po pierwsze jest to zachowanie rozwojowe, związane z odkrywaniem przez dziecko swojego ciała, w jakimś stopniu dotyczy wszystkich dzieci i służy ich rozwojowi. Ale zdarza się też (dość często), że takie zachowanie się utrwala, ponieważ bardzo pomaga rozładować napięcie, z którym inaczej dziecko nie potrafi sobie poradzić. I tak myślę o tym, co dzieje się w tej chwili z Pani córeczką – jest w niej prawdopodobnie bardzo dużo napięcia, z którym nauczyła tak sobie radzić. Stąd zalecenia, żeby próbować odwracać uwagę dziecka, kiedy zaczyna się stymulować. Chodzi o to, żeby pomóc Ani zastąpić ten sposób uspokajania się – innym – przytuleniem się do Państwa, płaczem, zabawą, zezłoszczeniem się – w zależności od tego, co w danym momencie dzieje się z dzieckiem. Dlatego też ważne, żeby nie karać córeczki za takie zachowanie – ona tego nie wybiera, ani nie robi na złość, jest to sposób na uspokojenie się, jaki w tej chwili Ania dla siebie znalazła.
Myślę, że warto, żeby Pani poczytała zarówno o onanizmie dziecięcym, jak i w ogóle o 2-latkach i ich trudnych zachowaniach – na forach internetowych. To czasem bardzo dużo daje – poczytać, popisać i porozmawiać z innymi rodzicami, którzy mają podobne problemy, razem poszukać rozwiązań.
Zachowania córki, które Pani opisuje nie wskazują na autyzm, ale jestem pewna, że i tak warto udać się do specjalisty – psychologa dziecięcego, głównie z powodu nagromadzenia trudnych zachowań, wydaje się, że córka nie radzi ona sobie z różnymi przeżyciami i potrzebuje pomocy. Bardzo też ważne, żebyście Państwo w ten sposób zadbali o siebie – rozmawiając i szukając pomocy u specjalistów.
Psycholog Julia Jastrzębska
Moment rozpoczęcia przedszkola dla bardzo wielu dzieci (a także rodziców!) jest trudny. Jednocześnie 4 lata to wiek, w którym dobrze, żeby dziecko zaczęło już chodzić do przedszkola – dzieci przez wspólną zabawę uczą się relacji ze sobą, wymiany, różnorakich reguł i zasad życia z innymi. Uczą się też, choć dla wielu jest to trudna nauka, spędzać czas bez rodziców... Tym bardziej, jeśli tak jak Pani pisze – Alexander lubi być w przedszkolu i bawić się z dziećmi – przychylam się do pomysłu posłania go do przedszkola. Opisana przez Panią scena kilkuminutowego żegnania się nie jest wcale taka rzadka, choć nie mam wątpliwości, że jest trudna, zarówno dla synka, jak i dla Państwa. To, co może dać ulgę w takim wypadku, to chwila na porozmawianie z dzieckiem o tym, co czuje, bez obaw i wstydu, że zajmuje to kilka minut – w końcu to pierwsze w jego życiu rozstania z rodzicami na dłużej! Mogą Państwo ukucnąć przy nim, przytulić i spytać, czy jest smutny, czy się boi, czy będzie tęsknił, powiedzieć mu o swoich uczuciach, tak jak to Państwo robią np. kiedy się przewróci – dać mu miejsce i czas na smutek i obawę, ale zarazem być stanowczym w decyzji zostawienia synka w przedszkolu – w takiej stanowczości pomoże Państwu przekonanie, że to rzeczywiście dla synka dobre i potrzebne. Jednocześnie, ponieważ takie żegnanie się w korytarzu, gdzie jest dużo rodziców i pani przedszkolanka może być krępujące, być może warto, jeśli to możliwe, zrobić to w miejscu, gdzie jest mniej ludzi i spokojniej.
Nie jest dla mnie jasne, dlaczego dyrekcja przedszkola ma wątpliwości, czy Państwa synek powinien do niego chodzić. Być może warto się spotkać i porozmawiać o funkcjonowaniu dziecka w przedszkolu. Ważne też, żeby Państwo się upewnili, że to konkretne przedszkole jest dobrym miejscem dla Państwa dziecka, to pewnie też pośrednio może pomóc w zostawieniu w nim dziecka na kilka godzin.
Ważne, żeby dali Państwo synkowi i sobie czas i przestrzeń na przeżycie tych pierwszych w życiu rozstań – to duża zmiana i każdy przechodzi ją po swojemu, Państwa synek właśnie tak, co nie znaczy, że nie jest na nie gotowy.
Psycholog Julia Jastrzębska
Nie sądzę aby zaobserwowany przez Panią guzek sugerował ,,poważny” proces patologiczny. Prawdopodobnie jest to śladowa pozostałość przerostu gruczołów sutkowych wynikająca z wpływu hormonów łożyskowych, która może utrzymywać się w pierwszych miesiącach życia dziecka.
Oczywiście należy skonsultować ten problem z lekarzem, gdyż bez możliwości zbadania dziecka opinia moja może być jedynie sugestią, a nie rozpoznaniem.
Lek. med. Jolanta Baszczeska
Jedynie mogę sobie wyobrazić jak wielki niepokój budzą w Pani takie nocne zachowania córeczki. I z pewnością wiążą się również z niewyspaniem i zmęczeniem. Na podstawie opisanych przez Panią sytuacji i zachowań mogę podejrzewać, że dziewczynka doświadcza lęku nocnego (pavor nocturnus). Ta przypadłość nie ma nic wspólnego z przeżyciami dzieci w czasie dnia (nie wynika z przyczyn psychologicznych). Jest związana z trwającym procesem dojrzewania mózgu, który nie uregulował jeszcze przebiegu snu. Lęk nocny często jest dziedziczony. Dotyczy dzieci poniżej 6 roku życia. W trakcie takiego nocnego epizodu mózg jakby zawiesza się między snem a jawą, zanim ponownie zapadnie w głęboki sen. Dlatego też w trakcie takich „ataków” nie udaje się nawiązać kontaktu z dzieckiem. Ataki lęku nocnego występują w kilku pierwszych godzinach nocy (od 1 do 4 godziny po zaśnięciu). W przypadku tej przypadłości najlepiej można pomóc dzieciom, zachowują całkowity spokój. Jeśli dziecko nie daje się uspokoić należy odczekać. W czasie ataku można towarzyszyć dziecku, będąc przy nim i przyglądając mu się. Nie należy wybudzać, przytulać na siłę, przemawiać. Spokojne obserwowanie dziecka często przynosi zaskakujące efekty – dzieci uspokajają się znacznie szybciej niż przy pomocy rodziców. Proszę również nie wypytywać dziecka następnego dnia o wydarzenia nocne. Gdyż wskutek takiego wypytywania dzieci mogą stać lękliwe w obawie, że z nimi coś „jest nie tak”. Ważne jest, aby dziecko miało zapewniony bardzo regularny sen w odpowiednich „porcjach”. Sen 2,5 letniego dziecka powinien trwać ok. 12 godzin z jedną drzemką w czasie dnia (ok.30 – 60 minutową).
Nie ma niestety lekarstwa na lęk nocy. Postępując zgodnie z powyższymi wskazaniami możemy jedynie załagodzić jego objawy, licząc, że wraz z wzrastaniem i dojrzewaniem struktur mózgowych problem samoistnie się rozwiąże. Należałoby skorzystać z porady specjalisty (np. psychiatry dziecięcego lub psychologa dziecięcego), gdy dziecko skończy 7 lat lub gdy również za dnia jest lękliwe i spięte.
Psycholog Justyna Kuczmierowska
To pytanie na bardzo dużym poziomie ogólności. Nie wiem na przykład, co Pan/Pani rozumie przez określenie urwis/niejadek. Dlatego też jedynie mogę odpowiedzieć bardzo ogólnie. Problemy z urwisem i niejadkiem zalicza się raczej do grupy problemów wychowawczych. Rodzic najłatwiej może poradzić sobie z tego typu trudnościami zmieniając swoje postępowanie i metody wychowawcze. Aby dowiedzieć się, w jakim kierunku zmienić swoje zachowanie najlepiej jest to osobiście przedyskutować z osobą mającą doświadczenie w pracy z dziećmi (np. psycholog dziecięcy).
Równocześnie proszę pamiętać, że 2-latki przechodzą w naturalny sposób przez tzw. okres przekory – być może ta urwisowatość dziecka jest właśnie wynikiem tego naturalnego procesu wzrastania.
Jeśli chodzi o jedzenie – to bardzo ważne jest, aby zostawić dziecku przestrzeń, w której będzie mogło samo podejmować decyzję dotyczące jedzenia. W przypadku niejadków sprawdza się złota zasada podziału odpowiedzialności:
Rodzic decyduje
- Co podać swojemu dziecku do jedzenia.
- Kiedy mu podać jedzenie.
- Gdzie mu podać jedzenie.
Dziecko decyduje
- Czy będzie jadło.
- Ile będzie jadło.
Rodzic, więc odpowiada za to, co dziecko dostaje do jedzenia (biorąc pod uwagę zasady zdrowego żywienia) oraz za miejsce i godzinę podania. Rodzic robi, więc zakupy i planuje, co w danym dniu, w czasie określonego posiłku będzie się w domu jadło. Dopiero po tych decyzjach dziecko, spośród podanego mu jedzenia wybiera to, co chce w danej chwili zjeść (jeśli w ogóle) i ile. Równocześnie obowiązkiem dziecka jest przyjście do stołu i respektowanie ustalonych przez rodziców reguł zachowania przy stole. Jeśli dziecko odmówi jedzenia (ma prawo) następy posiłek dostaje dopiero w porze kolejnego ustalonego z góry posiłku.
Z moich doświadczeń wynika, że rodzice niejadków to najczęściej osoby zmuszające swoje dzieci do jedzenia (przekraczające dziecięce granice) – czego rezultatem jest obrona dziecka w postaci niejedzenia.
Proszę równocześnie pamięta, że każda relacja z dzieckiem jest indywidualna i niepowtarzalna, dlatego też najlepiej byłoby porozmawiać o konkretnych zachowaniach w relacji z Pana/Pani dzieckiem i wspólnie się zastanowić, w jakim kierunku podjąć dalsze działania.
Psycholog Justyna Kuczmierowska
Rzeczywiście przed Państwem duże wyzwanie. Podejrzewam, że jest niewielu rodziców, którzy mają możliwość nauczyć swoje dziecko trzech języków. Wielojęzyczność niesie ze sobą pewne ryzyko (np. problemów tożsamościowych oraz duży wysiłek ze strony rodziców wychowujących dziecko w trzech językach – trzech kulturach), ale przede wszystkim stwarza bardzo dużo możliwości (np. wielojęzyczne dzieci bywają bardziej twórcze, elastyczne, posiadają większą wiedzę, mają świadomości różnych kultur, większą łatwość dostania pracy, lepiej wypadają w testach inteligencji).
Myślę, że w Państwa przypadku bardzo ważna jest, aby pamiętać, że język to coś znacznie więcej niż narzędzie służące do komunikacji. To również źródło tożsamości, historii, kultury, a także język określa sposób, w jaki myślimy. Bardzo ważne jest, abyście Państwo jako rodzice posługiwali się ze swoim dzieckiem w języku rodzimym, w którym najlepiej potraficie wyrażać swoje uczucia, potrzeby, myśli. W ten tylko sposób możecie wprowadzić dziecko w życie, pomóc mu poznać świat najlepiej jak to możliwe. Budowanie z dzieckiem więzi to bardzo ważne, delikatne i intymne „zadanie” i nienaturalnie jest robić to za pomocą innego, nawet dobrze znanego języka. To, jak będziecie się komunikować we trójkę (czy będziecie wtedy przechodzi automatycznie na język angielski, czy też mówić w rodzimy języku i angielskim) myślę, że wymaga wypracowania indywidualnego rozwiązania.
Gdybyście się Państwo jednak zdecydowali posługiwać głównie w języku angielskim konsekwencją tego może być:
1. brak pełnego kontaktu rodziców z dzieckiem;
2. brak pełnego kontaktu z bliskimi i dalszymi krewnymi rodziców (dziadkowie, ciocie, wujkowie, kuzyni);
3. dziecko ucząc się w pierwszych latach swojego życia języka, przejmie wady wymowy i błędy językowe rodziców.
Bardzo zachęcam do kontaktu z rodzinami, które mają już doświadczenia w wychowywaniu wielojęzycznego dziecka. Polecam także gorąco lekturę Colin Baker (profesor pedagogiki na Uniwersytecie w Wales) Pt „A Parents and Teachers Guide to Bilingualizm” (1995) oraz dotarcie i przeanalizowanie badań nad konsekwencją wielojęzyczności.
Proszę też zarówno język polski jaki i francuski traktować równorzędnie, nie nadając żadnemu z nich wyższej rangi i prawdopodobnie, jeśli nie znacie Państwo swoich rodzimych języków i nie planujecie się ich uczyć, trzeba będzie się pogodzić z tym, iż nie zawsze będzie Państwo rozumieli, o czym dziecko i drugi rodzic mówią.
„Decyzja o wychowaniu dzieci na dwujęzyczne jest decyzją ważną. Jej wpływ na dzieci i rodziców będzie odczuwalny przez całe życie. Fakt bycia dwujęzycznym lub jednojęzycznym może warunkować dziecka tożsamość, warunki socjalne, nauczanie, zajęcia, małżeństwo, miejsce zamieszkania, podróże i sposób myślenia.”
Colin Baker
Myślę, że macie Państwo możliwość stworzyć bardzo niepowtarzalną rodzinę z indywidualnym sposobem komunikowania się i stać się najlepszym ekspertami od „takich sytuacji”, w jakiej się Państwo znaleźli.
Psycholog Justyna Kuczmierowska
Podejrzewam, że bardzo trafnie „zdiagnozowała” Pani sytuację. Ja również rozumiem „przylepność” chłopca jak wyraz jego tęsknoty za Państwem. Podejrzewam, że gdy chłopiec się z Państwem spotyka chce się nacieszyć i nasycić tym kontaktem, ile tylko może. Prawdopodobnie potrzebuje również, byście Państwo podziwiali i docenili jego rysunki, za pomocą którym, jak podejrzewam, może się coraz lepiej wyrażać.Wydaje mi się również, że dobrze by było w bardzo subtelny sposób zbadać, jak babcia spędza czas z chłopcem. Może być przecież tak, że w naturalny sposób nie ma już tyle siły do zabawy z dzieckiem, by za nim i z nim biegać i raczej zachęca wnuczka do spokojnej zabawy i wieczorem chłopiec tę energię pożytkuje na bieganie po mieszkaniu, skakanie po łóżkach, rzucanie poduszkami, darcie gazet. Może to pewien sygnał do pójścia do przedszkola i częstszego kontaktu z rówieśnikami? Wydaje mi się, że również warto dowiedzie się od babci jak chłopiec zachowuje się w czasie dnia, czy wtedy również nie potrafi się sam sobą zająć i jest przepełniony energią i jak babcia sobie z nim radzi – może ma jakieś magiczne/babcine sposoby na uspokajanie go i zachęcanie do zajęcia się samym sobą.
Psycholog Justyna Kuczmierowska
Każdy wiek ma swoje strachy i lęki. Pięciolatki zaczynają się bać „złych ludzi”, a także bólu i cierpienia. Również w życiu pięciolatka zdarzają się trudne rzeczy i sytuacje, których nie jest w stanie zwerbalizować i sobie z nimi świadomie poradzić. Te trudności mogą mieć oczywiście odbicie w snach i w jakości snu. Trzeba być bardzo uważnym, aby poprzez bycie zbyt miłym w czasie takich nocnych przebudzeń ich nie wzmacniać – ponieważ może się tak zdarzyć, że dziecko będzie czerpało takie korzyści z nocnych, pozytywnych kontaktów z rodzicami, że chętnie, oczywiście nieświadomie, będzie je powtarzało. Dlatego też zachęcam do noszenia na rękach, przytulania, głaskania, łagodnego przemawiania, wspólnej zabawy np. przed kolacją czy też przed snem. Polecam też na dobranoc czytanie bajeczek terapeutycznych, które pomagają dzieciom radzić sobie z lękami. Pomocne mogą się okazać na przykład „Bajki terapeutyczne” Marii Molickiej, a w przypadku Pani córeczki szczególnie opowiadane „Ufuś”. Gdy w nocny dziewczynka się budi najlepiej, według mnie, byłoby skrócić czas okazywania sobie czułości i miłości do możliwego minimum – w końcu to czas na odpoczynek dla wszystkich. Dziecięce „nie lubię Cię”, „nie kocham Cię” według mnie należy traktować, jako wyraz dziecięcej złości i niezadowolenia. Dobrze jest pokazać dziecku, gdy tak mówi „Rozumiem, że się na mnie zdenerwowałaś” (nazwać dziecięce uczucia) i „Pewnie bardzo Ci zależało na ….” (nazwać dziecięce potrzeby). Warto również mieć świadomość własnych uczuć i potrzeb. Można się również nimi podzielić w takiej sytuacji z dzieckiem (to sposób na spokojne egzekwowanie posłuszeństwa)– na przykład „Mi bardzo zależy na tym, abyś była cicho, bo bardzo boli mnie głowa” (nazwać swoje potrzeby) i „Przykro mi, gdy mówisz do mnie, że mnie nie lubisz”. Jako lekturę dla Pani gorąco polecam książkę Faber i Mazlish „Jak mówić, aby dzieci nas słuchały? Jak słuchać, aby do nas mówiły?”, która prezentuje między innymi sposoby na to, jak radzić sobie z dziecięcymi uczuciami i jak pomagać dzieciom z nimi sobie radzić.
Psycholog Justyna Kuczmierowska
Jedynie mogę podejrzewać, że proces dochodzenia do źródeł trudności chłopca wcale nie jest łatwy i to zarówno dla chłopca, jak i dla Pani. Wydaje mi się, iż najważniejsze w te sytuacji jest znalezienie dobrego ośrodka specjalizującego się w udzielaniu pomocy dzieciom z opóźnieniami rozwoju z cechami autystycznym bądź też psychologia dziecięcego wykwalifikowanego w pracy z dziećmi z tego typu trudnościami. Wspieranie dziecka w rozwoju opiera się najczęściej na regularnej współpracy ze specjalistą, który prócz indywidualnych spotkań z dzieckiem prezentuje również rodzicom program do wykonywania w domu. Niezbędne jest również ustalenie do jakiego przedszkola może uczęszczać dziecko i czy na tym etapie rozwoju jest to dla niego wskazane. Wiem, że godne polecania miejsce zajmujące się dziećmi z zaburzeniami autystycznymi to Fundacja Synapsis w Warszawie. Z pewnością również tam dowie się Pani tego, gdzie indziej może Pani spotkać się ze specjalistami godnymi polecenia.
Psycholog Justyna Kuczmierowska
Z Pani listu wnioskuję, że w ostatnim czasie dokonaliście Państwo wręcz rewolucji w kwestii samodzielnego spania córeczki w oddzielnym pokoju. Rozumiem, że po tych pozytywnych zmianach teraz zastanawiacie się Państwo, czy możecie pozwolić sobie na więcej. W wieku trzech lat dzieci są już tak „ukształtowane”, że jak najbardziej mogą samodzielnie przesypiać noce, bez notorycznego wzywania rodziców. Równocześnie dobrze jest wiedzieć, że w sposób naturalny sen jest zjawiskiem przerywanym. Fazy snu płytszego przeplatają się z fazami snu głębszego kiedy to następuje wybudzenie. I tak też dzieje się w przypadku każdego z nas i Państwa córki. Podejrzewam, że dziewczynka nauczyła się/Państwo nauczyli swoją córeczkę, że aby zasnęła, ktoś musi być przy niej i dlatego tak Państwa wzywa w nocy, gdy tylko się przebudzi. Myślę, że jeśli się Państwo nie decydujecie na takie nocne dyżury, warto przede wszystkim nauczyć dziewczynkę samodzielnego zasypiania. W tym celu należy robić wszystko jak do tej pory (kontynuować wieczorny rytuał) z tymże po wcześniejszym oczywiście zapowiedzeniu, wyjść z pokoiku zanim dziewczynka zaśnie i pozwolić jej zasnąć samodzielnie (może przy miłej muzyce lub delikatnym świetle). Z pewnością wprowadzenie takiej zmiany nie będzie łatwe i będzie wymagało konsekwencji i stalowych nerwów. Pomocna może się także okazać książka „Każde dziecko może nauczyć się spać” Annette Kast-Zahn i Hartmut Morgenroth.
Psycholog Justyna Kuczmierowska
Takie zainteresowanie się swoimi odchodami zdarza się niektórym 4 latkom. Niestety nie wiele wiem, o sytuacji chłopca i Państwa rodziny, aby zidentyfikować źródło popuszczania kupki. Jedną z możliwości jest to, iż popuszczanie jest sposobem chłopca na radzenie sobie z napięciem. Na podstawie Pani listu mogę jedynie podejrzewać, iż chłopiec jest w trudnej sytuacji – mylą mu się kolory, pojęcia i nie jest w niektórych obszarach tak dobry jak jego brat. Być może chłopiec szuka sobie dziedziny, w której będzie mocny i dzięki której na nim będzie skupiona pozytywna uwaga. Z pewnością może Pani go bardzo wesprzeć pokazując mu w czym jest dobry, co jest jego mocną stroną, co potrafi i świetnie robi. Bycie mamą bliźniaków to wielkie wyzwanie. Niesamowicie trudno jest wspierać i towarzyszyć dzieciom w rozwoju bez nieustannych odniesień i porównań jednego do drugiego. A dzieciom/szczególnie bliźniętom tak na prawdę bardzo potrzebne jest odkrycie swojej indywidualności i niepowtarzalności. Dlatego jako wsparcie gorąco polecam Pani książkę Faber i Mazlish „Rodzeństwo bez rywalizacji”, w której są zawarte cenne wskazówki dotyczące relacji między dziećmi i tego, jak podchodzić do każdego z rodzeństwa indywidualnie, bez porównywania z bratem czy siostrą. Istnieje szansa, że po takim pozytywnym wsparciu chłopca problemy z defekacją ustąpią, jeśli jednak tak się nie zdarzy, proponuję konsultację z psychologiem dziecięcym w celu głębszego i dokładniejszego przyjrzenia się tej trudności.
Psycholog Justyna Kuczmierowska
W pełni się z Panią zgadzam, że nie można ignorować tej zmiany w zachowaniu chłopca. Koniecznie należy znaleźć i zrozumieć jego źródło. Może być tak, że są to zmiany bardziej na poziomie organicznym lub też zmiany związane bardziej z Państwa sytuacją rodzinną. Uważam, iż niezbędna jest konsultacja z doświadczonym psychologiem i/lub psychiatrą dziecięcym, który po rozmowie z Państwem i spotkaniu z chłopcem będzie mógł wskazać, jak można w tej sytuacji wesprzeć chłopca i Państwa.
Psycholog Justyna Kuczmierowska.
Opanowanie słów i ich znaczenia zaczyna się właśnie w 2 roku życia dziecka. W wieku 18 miesięcy przeciętne dziecko posada słownik liczący ok. 50 słów, które umie powiedzieć i ok.100 słów, które rozumie. W przypadku Państwa synka można podejrzewać, iż po prostu jego rozwój mowy przebiega w sposób zindywidualizowany. I jest związany z indywidualnym tempem i rytmem rozwoju. Można podejrzewać również, iż w miarę dojrzewania układu nerwowego chłopiec rozwinie swoją mowę do poziomu odpowiadającemu jego grupie wiekowej (co najczęściej się dzieje około 4 - 5 roku życia bez pomocy specjalistów, a wcześniejsze opóźnienie nie ma żadnych konsekwencji dla dalszego rozwoju dziecka). To, że synek rozumie, co Państwo do niego mówicie wskazuje zaś na jego prawidłowy rozwój intelektualny.Być może, na wszelki wypadek, warto sprawdzić poziom rozwoju narządów mowy i słuchu – pomocna w tym może się okazać konsultacja z logopedą. Czasami zdarza się też tak, iż zbyt intensywne mówienie do dziecka powoduje jego reakcję obronną i w rezultacie zaprzestanie mówienia. Dlatego też zachęcam do sprawdzenia, czy mniej intensywne mówienie do chłopca podczas, gdy się z nim przebywa, nie przyniesie zmiany w jego funkcjonowaniu. Jeśli będziecie Państwo zaniepokojeni proponuję również konsultację z psychologiem dziecięcym.
Psycholog Justyna Kuczmierowska
Rozumiem, że jest to dla Pani bardzo trudna sytuacja. Tym bardziej, że jest Pani w nią osobiście zaangażowana.
Zgadzam się z Panią, że bezwzględnym warunkiem prawidłowego rozwoju dziecka jest jego dobra relacja z rodzicami. A jej podstawą jest codzienne wspólne spędzanie czasu. Niektórzy rodzice chcą okazać swoim dzieciom miłość poprzez pracę i zapewnienie odpowiedniego materialnego poziomu życia (tak najczęściej postępują samotne matki – wchodząc nijako w rolę ojca). Często jednak już nie starcza im czasu na to, co dla dziecka najważniejsze – wspólne bycie, rozmowy, żarty, zabawy, porządki, spacery itp. Pewna metafora o wychowaniu mówi, że to, co włoży się do walizki później w okresie dojrzewania dziecka się z niej wyjmie. Zdarza się, że dzieci, które mało dostały właśnie w tym trudnym okresie wchodzenia w dorosłość nie radzą sobie z tym, co „mają” i uciekają się do różnego rodzaju patologicznych zachowań.
Wyobrażam sobie, że zarówno Pani, jak i Pani siostrze, a także dziewczynce jest ciężko. A znalezienie najlepszego dla wszystkich rozwiązania z pewnością nie jest łatwe. Myślę, że ważne jest, aby Pani siostra odpowiedziała sobie na pytanie, co jest dla niej najważniejsze i świadomie do tego celu dążyła.
Z doświadczenia też wiem, że zmiany możemy dokonać tylko w sobie – nie mamy mocy by zmienić innych. Myślę również, że Pani pełen miłości i oddania wkład w wychowanie dziewczynki może być dla niej nieocenionym zasobem na całej jej życie.
Psycholog Justyna Kuczmierowska.
Podejrzewam, że zachowanie młodszej córki jest wyrazem jej dojrzewania i usamodzielniania się, czyli naturalnym procesem. Z byciem młodszym dzieckiem wiąże się wiele przywilejów i korzyści, ale też i wiele ograniczeń, którym dziewczynka się sprzeciwia. Prawdopodobnie dziewczynka chce zaznaczyć w ten sposób swoją odrębność, odkrywa swoją indywidualność i uczy się stawiana granic starszej siostrze. Możliwe jest również, że starsza dziewczynka w jakiś znaczący sposób przykłada się do zachowań młodszej siostry – tam, gdzie trudności, tam najczęściej dwie osoby się do nich przykładają. Konflikty zaś między dziećmi są nieuniknione i mimo, iż bywają bardzo trudne dla rodziców, dla dzieci stanowią szansę do lepszego poznania siebie, swoich potrzeb i drugiej osoby.
Pomocne w tej sytuacji mogą być dla Pani trzy książki Faber i Mazlish:
1. Jak mówić, żeby dzieci nas słuchały? Jak słuchać, żeby dzieci do nas mówiły?
2. Rodzeństwo bez rywalizacji. Jak pomóc własnym dzieciom żyć w zgodzie, by samemu żyć z godnością?
3. Wyzwoleni rodzice, wyzwolone dzieci
Jeśli zdecyduje się Pani je czytać – proponuję w takiej kolejności, w jakiej je podałam. Myślę, że już pierwsza pozycja może „wyposażyć” Panią w skuteczne narzędzia radzenia sobie z dziewczynkami, dlatego też proszę nie śpieszyć się z czytaniem wszystkich tych lektur.
Zachęcam również do rozmów z innymi mamami o tym, jakie u nich w rodzinie są relacje między dziećmi i jak one sobie z nimi radzą. Myślę, że takie rozmowy mogą okazać się dużym wsparciem.
Myślę również, że pomocna może być konsultacja z psychologiem rodzinnym, podczas której całą rodziną będziecie mogli się przyjrzeć znaczeniu tego, co się ostatnio dzieje.
A także zobaczyć, jakie stoją za tymi zachowaniami potrzeby różnych osób i zastanowić się, co zrobić, by wszyscy lepiej się czuli.
Psycholog Justyna Kuczmierowska
Przyczyn niespokojnego snu dziecka może być bardzo wiele – analogicznie, jak u dorosłych. Choć u dziecka rozwój jest znacznie bardziej dynamiczny. Poznaje ono przecież świat, staje się coraz bardziej samodzielne, każdego dnia próbuje nowych rzeczy, napotyka trudności i ograniczenia, próbuje zachowywać się tak, by spodobało się to rodzicom. W nocy te różne strachy i napięcia znajdują swoje ujście w snach, czasami niespokojnych. I jeśli nie pojawiają się zbyt często należy je traktować jako zdrowy i naturalny mechanizm. Dodatkowo podejrzewam, że Państwa bystry synek mógł się nauczyć, że po marudzeniu nocnym dostaje wspaniałą nagrodę – wspólne spanie z Państwem w łóżku. Tak, więc mogło być tak, że kilka nocy było niespokojnych ze względu na jakieś dziecięce napięcia czy doświadczane trudności, a potem chłopiec nauczył się, że warto płakać czy marudzić w nocy, bo za to można dostać bliskość i ciepło mamy i taty. Tak, więc teraz pytanie do Państwa – na czym Państwu zależy i co chcecie w tej sytuacji zrobić? Jeślichcecie Państwo, by synek samodzielnie i spokojnie przesypiał noce (choć czasem pewnie będą one w naturalny sposób mniej spokojne) należy chłopca ukoić w jego łóżeczku i tam pozwolić mu zasnąć – bez wyciągania go i brania na ręce. Po kilku nocach bycia konsekwentnym z pewnością chłopiec zrozumie, czego Państwo od niego oczekujecie. Jeśli zaś chodzi o siusianie to dobrze, że Państwo nie zmuszacie chłopca do korzystania z nocnika. Proszę pamiętać, że dzieci między 1. a 2. rokiem życia zaczynają uświadamiać sobie w ogóle potrzebę oddawania moczu i kału. Dopiero 3-letnie dziecko może już na chwilę powstrzymać zwieracze, a 4-letnie oddać mocz na polecenie. W wieku 5-6 lat zdobywa umiejętność oddawania moczu przy różnym stopniu wypełnienia pęcherza. Tak wygląda fizjologia rozwoju nauki siusiania. Choć warto jeszcze pamiętać, że chłopcy potrzebują więcej czasu niż dziewczynki na opanowanie tych skomplikowanych czynności.Amerykańscy pediatrzy w przeprowadzonych przez siebie badaniach dowiedli, że dzieciom młodszym niż 7 miesięcy trening czystości zajmuje znacznie więcej czasu. Kończą go też znacznie później niż dzieci rozpoczynające naukę treningu czystości w wieku dwóch lat i trzech miesięcy. Współcześnie dzieci później opanowują kontrolę pęcherza i zwieraczy odbytu ze względu na wygodne papmersy, które nie powodują u nich dyskomfortu. Można przygotowywać chłopca do treningu czystości poprzez modelowanie – mama i tata załatwiają się w łazience, misio robi siusiu na plastikowy nocniczek (warto w zabawie z chłopcem wysadzać np. misia na mały nocniczek). Można też „przemycać wiedzę” o załatwianiu się w opowiadanych dziecku bajkach. Niektórzy też chwalą sobie po prostu postawienie nocnika gdzieś w domu i poczekanie, aż dziecko się nim zacznie interesować.
Psycholog Justyna Kuczmierowska
Myślę, że chłopiec ma za sobą różne trudne sytuacje życiowe (to Państwo za pewne najlepiej wiecie). Prawdopodobnie wstrzymywanie stolca stało się jego sposobem na radzenie sobie ze stresem, z samotnością i wielkimi trudnościami. W ostatnim czasie w życiu chłopca (i Państwa również) zdarzyło się wiele zmian. Ze zmianami jest jednak tak, że nawet te dobre, te na lepsze powodują naturalny stres. Wymagają adaptacji i dostosowania się i nasilają obronne zachowania. Myślę, że chłopcu potrzeba jeszcze dużo czasu, by poczuć się bezpiecznie i powolutku zrezygnować ze starych obron. To tak, jak w książce „Jeż” Katarzyny Kotowskiej, w której adoptowany chłopiec „z kolcami” powolutku zrzuca te kłujące i utrudniające kontakt igiełki. A dzieje się to za sprawą miłości, akceptacji, ciepła rodziców adopcyjnych. Jeśli Państwo nie czytali tej książki serdecznie ją polecam. Polecam także lekturę pt. „Bociany przylatują zimą” Iwony Jurczenko-Topolskiej, która może być dla Państwa wsparciem w odnajdywaniu się w roli rodzica dzieka, które ma za sobą wiele trudności. Proszę też pamiętać, że nie należy dziecka pozbawiać jego obron. Zamiast tego trzeba mu pomóc wykształcić nowe, alternatywne sposoby radzenia sobie ze stresem. I tu potrzebna jest przede wszystkim cierpliwość, akceptacja, zrozumienie i szacunek do tego, że chłopiec sam znalazł sobie sposób na radzenie sobie w nieprzyjaznym świecie, w którym wcześniej funkcjonował. Podjedliście się Państwo wielkiego i pięknego zarazem wyzwania. W związku z tym myślę, że warto szukać dla siebie, jak najwięcej wsparcia wśród rodziny, przyjaciół, osób z przedszkola. Dużym pomocą może być też dla Państwa kontakt z psychologiem dziecięcym, z którym będziecie mogli Państwo na bieżąco omawiać trudności chłopca i swoje związane z nim problemy. Zawsze serdecznie zapraszamy do wymiany internetowej na naszym portalu.
Psycholog Justyna Kuczmierowska
Wydaje mi się, że najlepszym sposobem uczenia dziecka języka jest mówienie do niego właśnie w tym języku. Jednak rozumiem, że w Państwa przypadku jest to o tyle trudne, iż w jakiś sposób mogłoby sprawiać, że nie jesteście wtedy razem jako rodzina. Być może udałoby się wprowadzić taką zasadę, że jak przebywa Pani tylko z chłopcem mówi Pani do niego po polsku, rozmawiacie po Polsku, a jak przebywacie we trójkę rozmawiacie po angielsku.
Dzieci generalnie bardzo szybko uczą się języka, jeśli czemuś im służy. Dlatego też, aby chłopiec uczył się polskiego warto stwarzać mu takie okazje, w których język będzie narzędziem do zabawy, rozmowy z innymi, poznawania świata. Być może spotkania z rodzinami i dziećmi Polonii w Irlandii byłyby ku temu dobrą okazją. Z pewnością też opowieści o Polsce i wizyty w kraju wzmocnią w chłopcu motywację do posługiwania się Pani ojczystym językiem.
Zachęcam też do pokazywania synkowi bajek po Polsku na DVD czy na polskich programach i do czytania polskich książeczek.
Psycholog Justyna Kuczmierowska
Przeciętny czas snu 5 miesięcznego dziecka w czasie doby to około 14 godzin i 30 minut. W wieku 5-6 miesięcy dzieci „przechodzą” z trzech drzemek dziennych na dwie (każda po ok. 1,5-2h). W nocy śpią po ok. 10-11h – czyli dokładnie tyle, ile śpi Pani córeczka.
Z pewnością jakość snu nocnego zależy od liczby i długości drzemek w czasie dnia. Dlatego warto pamiętać, że przed każdą drzemką dziecko powinno nie spać, co najmniej 3 godziny, zaś przed snem wieczornym faza czuwania powinna wynosić ok.4 godzin. Można również delikatnie wybudzić dziecko z drzemki dziennej, gdy skończył się już jej czas (czyli po ok. półtorej godziny). Jest to o tyle ważne, że pomaga dziecku wejść w odpowiedni rytm snu i czuwania. Z tego, co Pani napisała wnioskuję, że dziewczynka ma dobry rytm snu i czuwania i zaspokaja swoją potrzebę snu i wystarczy tylko dalej podążać za jej potrzebami.
Jeśli chodzi o nocne wzbudzanie to jest ono normalnym zjawiskiem. Sen nie jest stanem jednolitym. W czasie snu nocnego następują po sobie fazy snu głębokiego i płytszego. Po każdej fazie snu płytkiego dziecko się budzi (jest to objaw zdrowia).
Dzieci, które samodzielnie zasypiają w swoim łóżeczku mają również dużo większą zdolność do samodzielnego zasypiania podczas nocnych przebudzeń. Dlatego jednym ze sposobów na nauczenie dziecka przesypiania całej nocy jest nauczenie go samodzielnego zasypiania w łóżeczku. Również ważne jest, aby nie od razu podchodzić do obudzonego w nocy dziecka, dać mu chwilkę na ponowne zaśnięcie. Dopiero po pewnym czasie, jeśli dziecko nie zaśnie, warto podejść sprawdzić, czy wszystko jest w porządku, ucałować, wyrazić swoją miłość i odejść lub, jeśli zgłodniało nakarmić i przewinąć, jeśli jest taka potrzeba.
Więcej informacji o tym, jak wspierać dzieci w naturalnej zdolność do samodzielnego zasypiania i wspierać ich naturalny rytm znajdzie Pani w książce: „Każde dziecko może nauczyć się spać” Kast-Zahn i Morgenroth, którą gorąco polecam.
Psycholog Justyna Kuczmierowska
Masturbacja dziecięca może oznaczać cztery rzeczy:
1. Masturbacja jako element naturalnego rozwoju seksualizmu dziecięcego. Wiele dzieci odkrywa swoje narządy płciowe już w wieku wczesno-dziecięcym (zdarza się, że odkrywają je już w pierwszym roku życia). Dotykanie ich sprawia im przyjemność, przynosi ulgę, daje poczucie bezpieczeństwa. Jeśli onanizm jest właśnie elementem rozwoju wystarczy, gdy rodzice nie zwracają na takie zachowania szczególnej uwagi, a z czasem one same mijają. W takiej sytuacji można też ewentualnie w subtelny sposób przekierować uwagę dziecka na np. zabawę, książkę. Czyli dokładnie to, co Pani robi.
2. Masturbacja jako wyraz zbyt ubogiego w bodźce środowiska. Zdarza się, że dzieci się masturbują, jeśli otoczenie jest zbyt jednostajne i mało ciekawe. Wtedy dzieci szukają wrażeń w obrębie własnego ciała. W takiej sytuacji zadaniem rodziców jest dostarczenie dziecku odpowiednich bodźców takich jak zabawa, wspólny kontakt itp.
3. Masturbacja jako sposób na radzenie sobie z emocjami. W tym przypadku dzieci poprzez zachowania onanistyczne rozładowują napięcie wywołane emocjami, których, na co dzień nie mają prawa „czuć i okazywać” (np. smutku czy złości). Aby pomóc dziecku należy poświęcić więcej uwagi jego rozwojowi emocjonalnemu. W tym celu rodzice mogą skorzystać z pozycji Faber i Mazlish pt. „Jak mówić, aby dzieci nas słuchały? Jak słuchać, aby do nas mówiły?”
4. Masturbacja jako sposób na zaspokajanie głodu emocjonalnego. W tym przypadku dzieci poprzez zachowania autoerotyczne przyciągają uwagę rodziców, której są bardzo spragnione. Aby pomóc dziecku rodzice powinni poświęcać mu więcej czasu i uwagi, a także interesować się jego problemami i radościami.
Mam świadomość, iż zidentyfikowanie typu masturbacji występującego u Państwa dziewczynki może wcale nie być łatwe. Choć może też Państwu uda się odkryć znaczenie zachowań córeczki i zastosować odpowiednie podejście. Jeśli jednak będziecie Państwo potrzebowali pomocy zachęcam do konsultacji z psychologiem dziecięcym lub rodzinnym.
Psycholog Justyna Kuczmierowska
Rzeczywiście ma Pani przed sobą wyzwanie. Aby ono nie przerosło dobrze jest je rozłożyć na etapy. I tak sugerowałabym przede wszystkim upewnić się, czy jest Pani w ciąży. Jako następny krok proponuję rozmowę ze swoim chłopakiem dotyczącą Waszej wspólnej przyszłości (gdzie będziecie mieszkać, kto będzie zajmował się dzieckiem, zarabiał na Wasze utrzymanie, jak z macierzyństwem i ojcostwem pogodzicie Wasze inne plany np. naukowe, pasje oraz o jaką pomoc chcecie prosić Waszych rodziców). Gdy już uda Wam się w miarę ogarnąć te praktyczne sprawy i plany myślę, iż dopiero wtedy dobrze jest wraz z chłopakiem spotkać się z rodzicami. Podejrzewam, że w czasie tej rozmowy dobra może okazać się strategia „stania się rodzicem własnego rodzica”. Rozumiem przez nią okazanie rodzicom zrozumienia dla ich uczuć w tej najprawdopodobniej zaskakującej dla nich sytuacji. Dobrze jest też rodzicom powiedzieć o swojej radości w związku z dzidziusiem oraz o swoich planach na najbliższą przyszłość. Zachęcam też do jasnego sformułowana oczekiwań i próśb w stosunku do rodziców. Proszę też pamiętać, że rodzice najprawdopodobniej będą potrzebować czasu na pogodzenie się z tym, że wkrótce staną się dziadkami i odnalezienie się w tej nowej sytuacji. Dlatego też z pewnością będziecie w swoich rozmowach wielokrotnie powracać do tego tematu.
Psycholog Justyna Kuczmierowska
Masturbacja dziecięca może oznaczać trzy rzeczy:
1. Masturbacja jako element naturalnego rozwoju seksualizmu dziecięcego. Wiele dzieci odkrywa swoje narządy płciowe już w wieku dziecięcym. Dotykanie ich sprawia im przyjemność, przynosi ulgę, daje poczucie bezpieczeństwa. Jeśli onanizm jest właśnie elementem rozwoju wystarczy, gdy rodzice nie zwracają na takie zachowania szczególnej uwagi, a z czasem one same mijają. W takiej sytuacji można też ewentualnie w subtelny sposób przekierować uwagę dziecka na np. zabawę, książkę.
2. Masturbacja jako wyraz zbyt ubogiego w bodźce środowiska. Zdarza się, że dzieci się masturbują, jeśli otoczenie jest zbyt jednostajne i mało ciekawe. Wtedy dzieci szukają wrażeń w obrębie własnego ciała. W takiej sytuacji zadaniem rodziców jest dostarczenie dziecku odpowiednich bodźców takich jak zabawa, hobby, spacer itp.
3. Masturbacja jako sposób na radzenie sobie z emocjami. W tym przypadku dzieci poprzez zachowania onanistyczne rozładowują napięcie wywołane emocjami, których, na co dzień nie mają prawa „czuć i okazywać” (np. smutku czy złości). Aby pomóc dziecku należy poświęcić więcej uwagi jego rozwojowi emocjonalnemu. W tym celu rodzice mogą skorzystać z pozycji Faber i Mazlish pt. „Jak mówić, aby dzieci nas słuchały? Jak słuchać, aby do nas mówiły?
4. Masturbacja jako sposób na zaspokajanie głodu emocjonalnego. W tym przypadku dzieci poprzez zachowania autoerotyczne przyciągają uwagę rodziców, której są bardzo spragnione. Aby pomóc dziecku, rodzice powinni poświęcać mu więcej czasu i uwagi, a także interesować się jego problemami i radościami.
Mam świadomość, iż zidentyfikowanie typu masturbacji występującego u Państwa chłopca może wcale nie być łatwe. Choć może też Państwu uda się odkryć znaczenie zachowań synka i zastosować odpowiednie podejście. Jeśli jednak będziecie Państwo potrzebowali pomocy zachęcam do konsultacji z psychologiem dziecięcym lub rodzinnym.
Psycholog Justyna Kuczmierowska
Podejrzewam, że bardzo trafnie zdiagnozowała Pani źródło problemu chłopca – trudności w odnalezieniu się w nowej sytuacji w związku z powiększeniem się rodziny. Dla starszych dzieci szczególnie trudnym momentem jest czas, gdy młodsze rodzeństwo wchodzi w okres coraz większej autonomii i samodzielności. Ma to miejsce, gdy młodsze rodzeństwo wychodzi z wieku niemowlęctwa. Wtedy jest przez starsze odbierane, jako coraz bardziej samodzielne – zaczyna stawiać pierwsze kroki, mówić. Równocześnie dziecko mające ok. roku bardzo absorbuje uwagę swoich rodziców – przecież trzeba mieć je na oko przez cały czas, gdy nie śpi. W swoim intensywnym i nieprzewidywalnym poznawaniu świata wymaga ciągłej kontroli.
Być może jest tak, że syn poczuł po raz pierwszy tak silnie, że siostra „zabiera” mu rodziców. Być może chłopiec w tym właśnie okresie szczególnie potrzebuje rodzicielskiej uwagi i wspólnie spędzonego czasu. Niektórzy mówią nawet, że starszym dzieciom potrzeba dawać więcej, bo to one są w trudniejszej sytuacji – kiedyś miały „wszystko” – pełną uwagę obydwojga rodziców – a gdy przyszło na świat ich rodzeństwo – coś zostało im zabrane. One odczuwają to jako stratę i właśnie na to mogą się buntować na różne sposoby.
Zachowania chłopca można potraktować jako wyraz doświadczanego przez niego stresu, a także jako sposób zwracania na siebie Państwa uwagi. Prawdopodobnie bardzo chłopcu w tym okresie potrzeba czasu, wsparcia, wspólnej zabawy i Państwa wyrozumiałości. Raczej zachęcam, aby jak najmniej mówić o sprawach załatwiania się – pozostawić je chłopcu i naturze. A gdy zdarzy się wpadka, możecie razem usunąć jej skutki – będzie to też wspaniała lekcja ponoszenia konsekwencji swoich zachowań.
Polecam również Państwu „metodę indywidualnych spotkań” z każdym z dzieci, którą bardzo lubię. Chodzi w niej o to, aby tak zaplanować czas na przestrzeni tygodnia, a najlepiej dnia, by można było z każdym dzieckiem z osobna spędzić w miły dla obu stron (rodzica i dziecka) czas. Polecam także czytanie/opowiadanie chłopcu bajek terapeutycznych, w których bohaterowie uczą się radzić sobie z zazdrością, smutkiem, utratą, rozstaniem się z tym, co było i odnalezieniem się w tym, co nowe. Taki zbiór opowiadań napisała np. Maria Molicka i nosi on tytuł „Bajki terapeutyczne”.
Jeśli w najbliższym czasie mimo wcielenia w życie powyższych porad, objawy chłopca nie ustąpią, proponuję osobistą konsultację z psychologiem dziecięcym.
Psycholog Justyna Kuczmierowska
Rzeczywiście przyszło Pani podjąć trudną decyzję. Z tego, co rozumiem w każdej możliwości są argumenty za i przeciw, jak to najczęściej bywa w dylematach.
Trudno mi jest przewidzieć w 100%, jak miesięczna rozłąka wpłynęłaby na Pani relację z synkiem, a także na chłopca. Dlatego też wydaje mi się, że najlepiej jest założyć najgorszy wariant: Że te 4 tygodnie niewidzenia się mogłyby bardzo osłabić poczucie bezpieczeństwa dziecka, istotnie wpłynąć na relację Pani i synka, mogłyby też nadmiernie emocjonalnie Panią obciążyć.
Wydaje mi się, że warto też pamiętać, że miesiąc dla dziecka w wieku Pani synka to cała wieczność – to duża część jego dotychczasowego życia. Można by sobie wyobrazić, że to tak, jak dla nas dorosłych rok lub dwa. Podejrzewając, że rozłąka może mieć takie negatywne konsekwencje, ja na Państwa miejscu nie podjęłabym się ryzyka miesięcznego rozstania z 2-latkiem.
Wydaje mi się, że w bliskości z drugą, ukochaną osobą (mamą, tatą) można znieść nawet niewygody podróży i różne dolegliwość nią powodowane, a także trud aklimatyzacji do nowego miejsca. Że bliskość i obecność na tym etapie rozwoju Państwa dziecka jest priorytetem w odniesieniu do niedogodności fizycznych.
Życzę Państwu, aby udało się Państwu podjąć najlepszą dla Was decyzję i poradzić sobie z wszelkim wyzwaniami związanymi z wcieleniem jej w życie.
Psycholog Justyna Kuczmierowska
To dobrze, że chłopiec lubi kolorować i w ten sposób się artystycznie wyrażać. Jest obszar do współpracy i potencjał do rozwinięcia.
Myślę, że warto się skupić na umacnianiu i wzmacnianiu chłopca w sile i w tym, że źródło oceny może pochodzić również z jego wnętrza. Informacje o tym jak wychowywać dzieci, które same sobą kierują możecie Państwo znaleźć w książce „Rozsądne dziecko” Elisy Medhus.Także warto skupić się na sztuce chwalenia – czyli pochwałach opisowych, o których można przeczytać w książce Faber i Mazlish „Jak mówić, aby dzieci nas słuchały? Jak słuchać, aby do nas mówiły?”. Bardzo zachęcam do ich stosowania, ponieważ przynoszą niewiarygodne i zaskakujące efekty.
Być może również dobrym pomysłem jest rozmowa z nauczycielką chłopca i poproszenie, by przy wszystkich dzieciach doceniała jakąś jego artystyczną pracę (dobrze, by to zrobiła zgodnie ze sztuką chwalenia, ale to może już za ambitny plan…).
W kwestii oceny własnej osoby – to myślę, że jeśli obszar rysowania i artystycznego wyrażania siebie jest dla chłopca ważny, to z pewnością może mieć wpływ na jego samoocenę obecnie i w przyszłości (jeśli sytuacja nie ulegnie zmianie).
Uważam, że warto pozwolić chłopcu kolorować, czyli robić przede wszystkim to, co lubi, a także doceniać jego artystyczne starania (zgodnie Faber i Mazlish).
Psycholog Justyna Kuczmierowska
Opisała Pani dwa problemy – kierowania złości dziewczynki na siebie oraz problemy z jedzeniem. Myślę, że warto jest je na spokojnie omówić z psychologiem – najlepiej dziecięcym. Ja, więc tylko krótko.
Jeśli chodzi o złość dziewczynki – zaciekawiło mnie bardzo, w jakich sytuacjach się pojawia. Przeciwko czemu dziecko tak bardzo się buntuje?
Jeśli chodzi o samodzielne jedzenie córeczki to już czas najwyższy, by ćwiczyła się w tej umiejętności. Im dłużej będzie dostawała miksowane jedzenie, tym dłużej nie będzie gryzła. Aby przerwać tę spiralę – warto pozwolić dziewczynce na odmówienie nawet kilku niezmiksowanych posiłków i pozwolić jej solidnie zgłodnieć. Wymaga to stalowych nerwów u rodziców i wiary w instynkt samozachowawczy dziecka. Proszę pamiętać, że w historii nie zdarzyło się, by jakieś dziecko mając dostęp do pożywienia zagłodziło się na śmierć. Gdy dziewczynka zgłodnieje z pewnością zje coś grubiej rozdrobnionego czy wymagającego pogryzienia. Możecie też pobawić się w karmienie misia lub lali tym samym „grubszym” pokarmem, który dostaje dziewczynka. Zachęcam Panią także do zapoznania się z lekturą traktującą na temat: jak z niejadka zrobić Jadka – „Każde dziecko może jeść właściwie.” Annette Kast- Zahn, Hartmut Morgenroth
Psycholog Justyna Kuczmierowska
Rzeczywiście sposób oddawania przez syna kału nie jest normalny, choć u niektórych dzieci się zdarza. Podejrzewam, że pomocne w nauczeniu syna oddawania kału w całości i na czas może się okazać pozwolenie mu na ponoszenie konsekwencji swoich zachowań. Jak można to zrobić? Po pierwsze należy mu pokazać, że jest to sfera, za którą jest w pełni sam odpowiedzialny – można to zrobić poprzez zaprzestanie wszelkich rozmów z nim na temat defekacji (choć wiem, że może to być trudne dla tak zaangażowanej, jak Pani mamy). Po drugie ja wprowadziłabym zasadę, że sam dba o swoją bieliznę i jeśli ją pobrudzi – ma za zadania ją własnoręcznie wyprać.
W przypadku, gdy mimo zastosowania się do moich porad problem nadal się utrzymywał, proponuję konsultację z psychologiem rodzinnym.
Psycholog Justyna Kuczmierowska
Metodę Domana znana jest przede wszystkim, jako metoda służącą minimalizowaniu skutków niepełnosprawności u dzieci. W jej ramach opracowano również metodę nauki wczesnego czytania, którą interesuje się coraz więcej przedszkoli i rodziców, bo wspomaga proces czytania i poznawania liter poprzez całościowe uczenie się słów.
Myślę, że najważniejsze w stosowaniu tej metody jest uważność na potrzeby dziecka i takie postępowanie, aby nauka czytania była dla „ucznia” wspaniałą zabawą i przyjemnością. Zadowolenie dziecka jest najlepszą wskazówką: czy dziecku ta metoda służy. Sama zaś metoda przynosi efekty, więc, jak sądzę, można jej zaufać.
Moja jedyna wątpliwość dotyczy wieku dziecka – czy 2-letnie dziecko jest już gotowe na taką naukę? Czy w tym właśnie wieku warto poświęcać czas na naukę czytania kosztem czasu na zabawę i proces socjalizacji? Myślę jednak, że Pani, jako mama, znająca swoją pociechę najlepiej jest w stanie rozsądzić te dylematy i tak zorganizować czas swojemu dziecku, by rozwijało się wszechstronnie.
Psycholog Justyna Kuczmierowska
Dziękuję Pani za odpowiedź. Daria, jak rozumiem nadal coś manifestuje swoim zachowaniem, a Pani bardzo to bierze do siebie. Z Pani listu widzę również, że stara się Pani z całych sił okazywać córce miłość. Podejrzewam, że bardzo Pani zależy na tym, aby Daria również ją Pani okazywała. Wnioskuję także, że potrzeba Pani wsparcia, bo sił już nie starcza. Zaciekawiało mnie, czego konkretnie Pani w tej trudnej sytuacji potrzeba, co może dodać Pani sił.
Myślę, że Pani również ma prawo do własnej złości i zdenerwowania. Według mnie może Pani powiedzieć córce, że nie życzy sobie Pani, aby tak się do Pani zwracała, że jest Pani jej matką i należy się Pani szacunek nawet w sytuacji, gdy córka jest o coś na Panią zła. Ma Pani prawo, a nawet matczyny obowiązek oczekiwać od córki szacunku. Można to robić przez stawianie dziecku granic i wyciąganie konsekwencji – np. gdy córka się nieładnie do Pani odzywa – Pani tego wieczoru nie będzie jej czytała bajki na dobranoc.
Jednak, gdy sytuacja nie ulegnie zmianie na lepsze, proponuję Państwu (Pani i Pani mężowi) konsultację z psychologiem, na której będzie możliwość przyjrzenia się i zrozumienia tej trudnej sytuacji, a także poszukania zasobów i sposobów poradzenia sobie z nią. Rozmowa i kontakt osobisty w wielu sytuacjach stwarzają większe możliwości niż wymiana pisemna.
Psycholog Justyna Kuczmierowska
Myślę, że staranie się o wczesne wspomaganie Alana to bardzo dobra decyzja. Podejrzewam również, że jeśli tylko poradnia wyrazi na nie zgodę ten rodzaj wsparcia i współpracy z Panią już wkrótce będzie przynosić owoce. Poniżej, jak Pani prosiła, przesyłam informacje na temat wczesnego wspomagania.
Wczesne wspomaganie rozwoju dziecka - to wielospecjalistyczne, kompleksowe i intensywne działania mające na celu stymulowanie funkcji odpowiedzialnych za rozwój psychomotoryczny i komunikację małego dziecka niepełnosprawnego lub zagrożonego niepełnosprawnością, od chwili jej wykrycia do czasu podjęcia przez dziecko nauki w szkole.
To także pomoc i wsparcie udzielane rodzicom i rodzinie w nabywaniu przez nich umiejętności postępowania z dzieckiem w zakresie określonym przez indywidualny program wczesnego wspomagania. Problemy rodziców i innych domowników należy traktować jako tak samo ważne, jak zaburzenia w rozwoju dziecka. Wczesna pomoc dąży do optymalizacji funkcjonowania całego układu rodzinnego.
Zakres wczesnego wspomagania rozwoju dziecka może dotyczyć rozwoju motorycznego, mowy i języka, orientacji i poruszania się, usprawniania widzenie i słuchu, umiejętności samoobsługi.
Zakres wspomagania rodziców może dotyczyć wspierania ich w procesie pełnej akceptacji dziecka, rozpoznawania jego zachowań i ich odpowiedniej interpretacji oraz prawidłowej reakcji na nie, informowania o tym, co może być przydatne dziecku.
Wspomaganie rozwoju dziecka powinno być podjęte jak najwcześniej. Jego istotą jest dostarczanie mu fachowej, wszechstronnej i systematycznej pomocy medycznej, psychologicznej i pedagogicznej. Pomoc udzielana we wczesnym dzieciństwie pozwala nie tylko skutecznie kompensować występujące u dziecka dysfunkcje i deficyty, ale także zapobiega pojawianiu się zaburzeń rozwoju o charakterze wtórnym.
Dzieci korzystające z programu wczesnego wspomagania rozwoju najczęściej pracują w grupkach 2-3 osobowych z udziałem rodziców. Zajęcia mogą się odbywać na terenie przedszkola, szkoły lub w domu rodzinnym dziecka. Zajęcia wczesnego wspomagania prowadzą nauczyciele posiadający kwalifikacje odpowiednie do rodzaju niepełnosprawności dziecka i specjaliści (psycholog, logopeda, inni), którzy tworzą zespół wczesnego wspomagania. Pracę zespołu koordynuje dyrektor szkoły lub placówki, przy której zespół został zorganizowany.
Nauczyciele i specjaliści w oparciu o przygotowany na podstawie diagnozy program pracy rewalidacyjnej realizują zajęcia oraz we współpracy z innymi specjalistami (audiologiem, okulistą, pediatrą) przeprowadzają analizę efektów oddziaływań i ewentualną modyfikację programu pierwotnego.
Psycholog Justyna Kuczmierowska
Z Pani listu wnioskuję, że jest Pani bardzo przejęta zaistniałą sytuacją i słowami córki, że Pani nie kocha. Pani zaangażowanie rozumiem tak, że bardzo Pani kocha swoje dziewczynki i zależy Pani na tym, aby były szczęśliwe, czy dobrze rozumiem?
Zaciekawiło mnie w Pani opisie trudności, co takiego zdarzyło się około tygodnia temu? Jak Pani rozumie zmianę w zachowaniu starszej córki, z czym Pani ją łączy? Jakie ma Pani podejrzenia, hipotezy?
Ja przy małej ilości informacji mogę jedynie domniemywać, że zachowanie starszej dziewczynki może być wyrazem jej zazdrości o Panią. Ona, jak sądzę również bardzo Panią kocha, a teraz jest szczególnie w trudnym okresie. Gdy młodsze rodzeństwo wychodzi z wieku niemowlęctwa jest przez starsze odbierane, jako coraz bardziej samodzielne – zaczyna stawiać pierwsze kroki, mówić. Równocześnie roczne dziecko bardzo absorbuje uwagę swoich rodziców – przecież trzeba mieć na nie oko przez cały czas, gdy nie śpi – w swoim intensywnym i nieprzewidywalnym poznawaniu świata wymaga ciągłej kontroli.
Być może jest tak, że Daria poczuła po raz pierwszy tak silnie, że mała Elena „zabiera” jej rodziców. Być może starsza dziewczynka w tym właśnie okresie szczególnie potrzebuje rodzicielskiej uwagi i wspólnie spędzonego czasu. Niektórzy mówią nawet, że starszym dzieciom potrzeba dawać więcej, bo to one są w trudniejszej sytuacji – kiedyś miały „wszystko” – pełną uwagę obydwojga rodziców – a gdy przyszło na świat ich rodzeństwo – coś zostało im zabrane. One odczuwają to jako stratę i właśnie na to mogą się buntować.
W sytuacjach, gdy córeczka zwraca się do Pani słowami: „Nie kocham Cię” warto dać jej znać, że się widzi, że Jesteś na mnie bardzo zdenerwowana. I porozmawiać z nią wtedy tak naprawdę o jej uczuciach i potrzebach. Myślę, że Daria w takich momentach (nieradzenie sobie z własnymi emocjami) wyjątkowo potrzebuje Państwa rodzicielskiego wsparcia, miłości i zrozumienia dla tego, co przeżywa.
Polecam również Państwu „metodę indywidualnych spotkań” z każdym z dzieci, którą bardzo lubię. Chodzi w niej o to, aby tak zaplanować czas na przestrzeni tygodnia, a najlepiej dnia by można było z każdym dzieckiem z osobna spędzić w miły dla obu stron (rodzica i dziecka) czas. Polecam także czytanie/opowiadanie Darii bajek terapeutycznych, w których bohaterowie uczą się radzić sobie z zazdrością, smutkiem, utratą, rozstaniem się z tym, co było i odnalezieniem się w tym, co nowe.
A Pani i mężowi polecam lektury Faber i Mazlish „Jak słuchać, aby dzieci do nas mówiły? Jak mówić, aby nas słuchały?” a także „Rodzeństwo bez rywalizacji”.
I proszę też pamiętać, że sytuacja, w której się Państwo znaleźliście jest w sposób naturalny trudna dla każdej rodziny. Stanowi dla rodziców i dzieci duże wyzwanie oraz wymaga czasu, aby się w niej odnaleźć.
Psycholog Justyna Kuczmierowska
Trudno, aż mi sobie wyobrazić, jak bolesne dla matki muszą być słowa dziecka: Zabiję się, nie kocham Cię – jeśli tylko bierze się je do serca.
Opisała Pani swój problem bardzo ogólnie. Nie wiem na przykład, a mam wrażenie, że ułatwiłoby mi to zrozumienie sytuacji:
Być może odpowiedzi na te pytania wniosą coś do Pani rozumienia tej sytuacji.
Jeśli nie dostrzega Pani w zachowaniu córki w ostatnim czasie innych zmian takich jak na przykład nieustannie obniżony nastrój, ciągłe rozdrażnienie, problemy w szkole, myślę, że słowa dziewczynki: „Zabiję się. Nie kocham Cię” należy traktować, jako wyraz jej złości (z którą sobie nie radzi i dlatego szczególnie potrzebuje w tej kwestii Pani wsparcia).
W sytuacjach, gdy dziewczynka w ten sposób się do Pani zwraca, można dać jej znać, że się widzi, że jest bardzo zdenerwowana, że musiało jej bardzo zależeć na „tym czymś” i Pani brak zgody sprawił, że zrobiło jej się np. smutno. Innymi słowy chodzi o to, by przełożyć język zachowania i słów dziewczynki na język emocji i o nich właśnie z dzieckiem porozmawiać okazując szacunek i akceptację. Często zdarza się, że przejście z dzieckiem na poziom rozmowy o emocjach prowadzi do tego, że dziewczynki i chłopcy nie potrzebują już ich demonstrować.
Jeśli zaś w zachowaniu, postawie dziewczynki są jeszcze jakieś niepokojące Panią „sygnały”, myślę, że warto skonsultować się z psychologiem dziecięcym bądź psychiatrą dziecięcym, by wykluczyć depresję dziecięcą.
W Pani krótkim liście o problemie z córeczką dwukrotnie wspomniała Pani o mężu. Podejrzewam, że Pani mąż również odgrywa znaczącą rolę w tej sytuacji, mimo, a może właśnie, dlatego, że go, na co dzień z Panią i córką nie ma. Myślę, że warto jest z mężem porozmawiać o zaistniałej sytuacji i własnych potrzebach.
Psycholog Justyna Kuczmierowska
Prawdopodobnie częste wizyty u lekarzy oraz konieczność poddawania się różnym badaniom sprawiły, że Pani córka boi się takich spotkań. Dzieci często odbierają wizyty lekarskie jako przekraczanie ich własnych granic. W związku z tym denerwują się, boją się, czują bezradne, mają ochotę uciec itp. To zupełnie normalne.
Rozumiem też, że lekarze czy inni pacjenci mogą być dla Pani nieprzyjemni, bo sami nie potrafią się odnaleźć w sytuacji, gdy mała pacjentka chce uciec, boi się i denerwuje. To muszą być trudne chwile dla Pani, bo z jednej strony skierowane jest do Pani niezadowolenie osób dorosły i z drugiej zaś dziecka.
Co można w związku z tym zrobić?
-Zadbać o siebie – gdy jest Pani trudno. To ważne, gdyż mamy do dania tyle, ile sami mamy. -Zrozumieć dziecko i dać mu prawo do przeżywanych emocji. Powiedzieć „Rozumiem, że się boisz i że nie lubisz chodzić do lekarza. Wizyta lekarska to wcale nie jest przyjemna sprawa. Ja też nie przepadam za chodzeniem do niektórych lekarzy”. Można powiedzieć o swoim dziecięcym doświadczeniu lub innej, znanej dziecku osoby: „Jak byłam małą dziewczynką bałam się wizyty u doktorka, który przykładał zimny stetoskop do mojego serduszka itp.”
-Opowiadać dziecku bajki, w których bohater doświadcza podobnych trudność, jak córka – nie lubi wizyt lekarski, boi się ich, denerwuje itp. W bajce należy również pokazać, jak bohater uczy się radzić sobie z trudem tej sytuacji. Takie bajki można wymyślać samemu lub też skorzystać z gotowca. Polecam np. „Bajki terapeutyczne” Marii Molickiej, gdzie jedno z opowiadań „Ufuś” dotyczy lęku przed bólem.
-Bawić się w lekarza – można zrobić w domu gabinet lekarski, przyprowadzać pacjentów (misie i lalki lub może Pani sama skorzystać z takiej wizyty). Warto wyposażyć się w przyrządy lekarskie (zabawkowe) lub samodzielnie takie przygotować. Taka zabawa najczęściej pomaga osłabić lęk u dzieci przed lekarzem. Warto zamieniać się rolami – raz być lekarzem, raz pacjentem.
-Mówić prawdę dziecku o tym, że idziecie do lekarza, że pan/pani doktor będzie prawdopodobnie badał serduszko, gardziołko itp. Nie oszukiwać, że idziecie na spacer, gdy idziecie do lekarza. Poprzez mówienie nieprawdy dziecko prócz naturalnego stresu związanego z wizytą lekarską przeżywa dodatkowo stres związany z byciem oszukanym i złość w stosunku do rodzica.
Psycholog Justyna Kuczmierowska
Rozumiem, że bardzo zależy Pani na tej pracy. Pamiętam, jak sama starałam się o pracę psychologa w przedszkolu. Podobnie jak Pani, miałam dużą motywację, by ją dostać, ja także bardzo lubię kontakt i pracę z dziećmi. Podczas takiej rozmowy kwalifikacyjnej ważnych jest, jak sądzę, kilka elementów:
1. Pierwszym z nich i najważniejszym jest nawiązanie dobrego kontaktu z mamą/ rodzicami dzieci. Warto jest okazać im zrozumienie – pewnie mama musi lub chce iść do pracy, z czym wiąże się jej zadowolenie, ale też smutek i obawy. Jakiś okres w życiu tej kobiety kończy się. Warto więc uważnie SŁUCHAĆ i OKAZYWAĆ ZROZUMIENIE.
2. Równie ważne, jak nawiązanie kontaktu z rodzicami, jest nawiązanie kontaktu z dzieckiem. Ja zaczęłabym od rozmowy z takim 3. miesięcznym maluszkiem. Warto jest mówić, co się widzi np. „ale mi się uważnie przyglądasz i uważnie mnie słuchasz”, „masz takie piękne niebieskie oczka”. Jeśli chodzi o branie na rączki, warto po pewnym czasie oswojenia zapytać o to mamę. Jeśli maleństwo będąc u Pani na rękach zacznie płakać, proszę spróbować nazwać jego uczucia i powód płaczu: np. „Widzę, że się przestraszyłeś. Dopiero się poznajemy. To normalne”. W takiej sytuacji myślę, że można spróbować ukoić dziecko, zapytać mamę, co oznacza ten płacz lub delikatnie przekazać je mamie. Ważna jak sądzę jest świadomość, że się dopiero poznajecie i zbudowanie więzi wymaga czasu. Warto to powiedzieć mamie dziecka.
3. Dobrze także opowiedzieć o swoim doświadczeniu w pracy z dziećmi, Pani miłości do nich. Warto pokazać swoje mocne strony i to, co Pani umie i lubi robić. Myślę, że dla rodzica jest ważne, aby opiekunka umiała kochać i równocześnie jasno stawiać granice i wymagania. A także, aby była ciepła, pogodna i lubiła kontakt fizyczny (przytulanie, masaże, tańce, piruety itp.)
4. Sposób na kontakt, który warto zaproponować dziecku w tym wieku, to np. minki, wydawanie różnych odgłosów, bujanie, przytulanie, śpiewanie, wspólne tańczenie, ale także rozmowa z dzieckiem. Mówienie do niego o sobie (co się z nim robi, co się czuje) i o nim/niej samej (o tym, co ono czuje, czego potrzebuje, jakie jest itp.), jest wspaniałym sposobem na budowanie więzi.
5. LICZY SIĘ KREATYWNOŚĆ i BYCIE W ZGODZIE ZE SOBĄ!
6. Zachęcam do refleksji nad potrzebami dziecka. Może Pani zapytać mamę, jakie jest jej dziecko, co mu sprawia przyjemność, czego nie lubi. Dobrze też zapytać mamę, o jej oczekiwania w stosunku do Pani. Myślę, że bycie aktywnym i wychodzenie z inicjatywą może być również dobrze odebrane przez osobę przeprowadzającą rozmowę kwalifikacyjną. Pani też bada „teren” i rozeznaje, czy ta praca będzie dla Pani dobra, ciekawa – takie podejście daje wolność i sprawia, że można być bardziej zrelaksowanym w czasie tego stresującego z natury spotkania.
Psycholog Justyna Kuczmierowska
Według mnie są dwa główne powody, dla których należy zaprzestać kąpieli z dzieckiem. Pierwszy z nich to sygnalizowanie przez dziecko potrzeby intymności (co najczęściej ma miejsce w ciągu trzeciego roku życia). Wtedy dzieci mówią będąc np. w ubikacji „Mama idź”. W przypadku zaś kąpieli dziecko może poprosić o to, że chce samo się kąpać. Drugim z powodów jest skrępowanie rodzica. Jeżeli rodzic czuje się zawstydzony to najlepszy znak, że warto zadbać o swoją prywatność i intymność.
Psycholog Justyna Kuczmierowska
